Dienstag, 13. September 2022
Tag 5, von Grimma nach Dresden
Los gings in Grimma über die lange Hängebrücke über die Mulde. Vom anderen Ufer gibt es beeindruckende Blicke auf den Ort und auch auf die inzwischen gebauten Sicherungsmaßnahmen gegen Überflutungen.



Wir verließen kurz den Mulderadweg, um Kilometer einzusparen. Dabei sammelten wir dann allerdings einige Höhenmeter ein. Denn das Land war inzwischen nicht mehr so flach wie am Tag vorher. Im Gegenteil gab es einige Wellen und manche Landschaften erinnerten sogar ein wenig an die Toscana mit ihren sanften Hügeln. Auf ruhigen Nebenstraßen, auf denen kaum ein Auto fuhr, radelten wir abwechselnd bergauf und bergab. Allmählich kamen wir in die Region, in welcher fast alle Orte den gleichen Nachnamen haben, nämlich ?-itz?: Schkortitz, Leipnitz, Marschwitz, Technitz, Gärtiz und so fort.

Aus der Wikipedia kann man lernen, dass es eine typisch sorbisch/slawische Ortsnamenendung ist, die wohl irgendetwas mit ?Stein? bedeutet.



Bei Klosterbuch, einem alten Kloster, waren wir schon längst wieder an der Mulde angekommen und feierten dort den Kilometergipfel unsrer Tour. Das Kloster war ziemlich ausgestorben, aber eine nette Dame verkaufte uns trotzdem einige Getränke und wir saßen exklusiv im lauschigen Biergarten.



Schließlich radelten wir weiter am idyllischen Mulde-Elberadweg an der Freiberger Mulde entlang.

Als es auf Mittag zuging, nahm ich allerdings bei meinen beiden Mitradlern eine etwas gesteigerte Nervosität und Gereiztheit wahr, wie auch an einigen Tagen vorher. Die Ursache war, dass trotz der Schönheit der Landschaft die Gaststätten mit Verpflegung ziemlich rar gesät waren. Auch Google-Maps half da nicht wirklich weiter. Wir mussten Einheimische fragen. Die gaben zwar Auskunft, aber wir mussten noch einige Kilometer und auch einen kleinen Umweg zurücklegen. Dem bedrohlichen Sinken des Blutzuckerspiegels konnte gerade noch rechtzeitig in Lommatzsch Einhalt geboten werden und wir setzten unsre Fahrt über Daubnitz, Wachtnitz und Schieritz fort, wo wir erstmalig auf die Elbe trafen.



Das war ziemlich beindruckend, denn der ruhig dahin fließende kleine Fluss ist hier von steilen Felsabbrüchen umgeben, unter, an und auf denen nette kleine Häuser trohnen.



Bald erreichten wir Meißen, wo wir eine Kaffee- und Kuchenpause machten und weiter elbaufwärts pedalierten.

Bald öffnet sich das Elbtal und die Menschen beginnen, sich vor dem Fluss zu fürchten, gegen den sie immer mächtigere Deiche errichten, damit er sich die Auen nicht wieder zurückholen kann. Je näher man Dresden kommt, um so mehr Menschen bewegen sich am Fluss, joggen, fahren Rad, gehen spazieren.

Nach dem Check-in im Hotel fuhren wir ohne Gepäck durch die Altstadt Dresdens. Obwohl Montag war, trafen wir (wie schön!) an der Frauenkirchen keine Montagsdemonstranten, was vielleicht daran lag, dass der komplette Platz mit Buden und Ständen belegt ist.



Unser Hotel lag direkt neben dem Yenidze-Gebäude, das ich zwar wie auch jetzt etwas verwundert bei frühren Dresden-Besuchen wahrgenommen hatte, aber zu dem ich keinerlei Informationen hatte. Dort kann man unter der Kuppel im höchsten Restaurant Dresdens essen, was wir auch taten. Die Aussicht ist gigantisch und das Essen super. Das Gebäude im Stil einer Moschee wurde 1908 als Zigarettenfabrik erbaut und wird heute als Theater, Restaurant u.a.m genutzt.

Während wir dort oben saßen, kamen wir denn doch noch in den zweifelhaften Genuss einer Montagsdemonstration, die als Autocorso auf das Gebäude zurollte und wilde Parolen zum Energiesparen in die Dresdner Umwelt entließ.



Davon ließen wir uns den tollen Abend aber nicht vermiesen.

https://www.relive.cc/view/vXvL2e8DB76


 

z Grimma do Drezna

Wystartowaliśmy w Grimmie przez długi most wiszący nad Muldą. Z drugiego brzegu rozciąga się imponujący widok na miasto, a także na wybudowane w międzyczasie zabezpieczenia przeciwpowodziowe.

Na krótko opuściliśmy ścieżkę rowerową Mulde, aby zaoszczędzić kilometry. Przy okazji jednak zyskaliśmy kilka metrów wysokości. Teren nie był już tak płaski jak dzień wcześniej. Wręcz przeciwnie, było trochę fal, a niektóre krajobrazy przypominały nam nawet trochę Toskanię z jej łagodnymi wzgórzami. Jechaliśmy na przemian pod górę i w dół cichymi bocznymi drogami, po których prawie nie jeździły samochody. Stopniowo doszliśmy do regionu, gdzie prawie wszystkie miejscowości mają to samo nazwisko, czyli "-itz": Schkortitz, Leipnitz, Marschwitz, Technitz, Gärtiz itd.

Z Wikipedii można się dowiedzieć, że jest to typowa serbołużycka/słowiańska końcówka nazwy miejscowości, która prawdopodobnie oznacza coś z "kamieniem".

W Klosterbuch, starym klasztorze, już dawno dotarliśmy z powrotem na Mulde i tam świętowaliśmy kilometrowy szczyt naszej trasy. Klasztor był dość mocno opustoszały, ale miła pani i tak sprzedała nam kilka napojów i siedzieliśmy wyłącznie w zacisznym ogródku piwnym.

Na koniec kontynuowaliśmy jazdę rowerem po idyllicznej ścieżce rowerowej Mulder wzdłuż rzeki Freiberger Mulde.

W miarę zbliżania się południa zauważyłem jednak u moich dwóch kolegów z roweru nieco zwiększoną nerwowość i rozdrażnienie, podobnie jak kilka dni wcześniej. Powodem było to, że mimo piękna krajobrazu, restauracji z jedzeniem było niewiele. Mapy Google też nie bardzo pomogły. Musieliśmy zapytać miejscowych. Udzielili nam informacji, ale i tak musieliśmy przejść kilka kilometrów i skorzystać z małych objazdów. Groźny spadek poziomu cukru we krwi został w porę zatrzymany w Lommatzsch i kontynuowaliśmy podróż przez Daubnitz, Wachtnitz i Schieritz, gdzie po raz pierwszy spotkaliśmy Łabę.

Robiło to spore wrażenie, bo spokojnie płynącą rzekę otaczają strome klify z ładnymi domkami pod, na i wokół nich.

Wkrótce dotarliśmy do Meißen, gdzie zatrzymaliśmy się na kawę i ciasto i kontynuowaliśmy pedałowanie w górę Łaby.

Wkrótce otwiera się dolina Łaby, a ludzie zaczynają obawiać się rzeki, przeciwko której budują coraz potężniejsze wały, aby nie mogła odebrać terenów zalewowych. Im bliżej Drezna, tym więcej ludzi porusza się wzdłuż rzeki, biegając, jeżdżąc na rowerze, spacerując.

Po zameldowaniu się w hotelu przejechaliśmy bez bagażu po drezdeńskiej starówce. Mimo że był poniedziałek, na Frauenkirchen nie spotkaliśmy żadnych poniedziałkowych demonstrantów (jak miło!), co wynikało być może z faktu, że cały plac zajęty jest przez stragany i stoiska.

Nasz hotel znajdował się tuż obok budynku Yenidze, który zauważyłam przy poprzednich wizytach w Dreźnie, ale nie miałam o nim żadnych informacji. Tam można zjeść pod kopułą w najwyższej restauracji w Dreźnie, co też zrobiliśmy. Widok jest gigantyczny, a jedzenie wspaniałe. Budynek w stylu meczetu został zbudowany w 1908 roku jako fabryka papierosów, a obecnie służy jako teatr, restauracja i inne.

Gdy siedzieliśmy tam na górze, mieliśmy wątpliwą przyjemność obserwować poniedziałkową demonstrację, która podjechała pod budynek motorem i wykrzykiwała dzikie hasła o oszczędzaniu energii w drezdeńskim środowisku.

Nie pozwoliliśmy jednak, aby to zepsuło nam wspaniały wieczór.

A tu znów animacja z wycieczki:

https://www.relive.cc/view/vXvL2e8DB76 Przetłumaczono za pomocą www.DeepL.com/Translator (wersja darmowa)

... comment